środa, 15 listopada 2017

(212) "Większość bezwzględna" Remigiusz Mróz

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Od momentu, w którym zakończyłam lekturę „Wotum nieufności” wiedziałam, że muszę jak najszybciej poznać dalsze losy Darii Seydy i Patryka Hauera. Dlatego byłam przeszczęśliwa, kiedy na Targach Książki mogłam PRZEDPREMIEROWO <chyba wiecie, co to oznacza dla psychofana> zakupić „Większość bezwzględną”. Mimo to, myślałam, że odleży ona swoje na półce, a ja, zmęczona nauką i nawałem egzemplarzy recenzenckich, sięgnę po nią najwcześniej na święta. Jednak obrzydliwy i zatrważający spoiler, jaki zaserwował mi kolega i siedmiogodzinna podróż do Warszawy sprawiły, że jeszcze przed premierą mogłam przekonać się,  jak bardzo Remigiusz Mróz będzie torturował swoich czytelników. I, jak śpiewała Edith Piaf,  je ne regrette rien.

UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ POSTU ZAWIERA SPOILERY DO „WOTUM NIEUFNOŚCI!”

poniedziałek, 13 listopada 2017

10 sposobów na brak chęci do czytania [ZOBACZ JAK]

Brak komentarzy:
Hej, hej Kochani!
Listopad to dla większości  z nas trudny okres. Pogoda na zewnątrz nie rozpieszcza, niemal wciąż pada, strasznie wcześnie robi się ciemno.. Dodajmy do tego zwiększającą się liczbę obowiązków w pracy, szkole czy na studiach. Po prostu odechciewa się żyć! Jedyną nadzieją może być perspektywa zanurzenia się z kubkiem herbaty i książką pod ciepłym kocykiem. Udało się! Obowiązki odłożyliśmy na bok, wybraliśmy kolejną z wciąż zwiększającego się stosu powieści "muszę-przeczytać-właściwie-na-wczoraj", czytamy pierwszą stronę, drugą stronę... I dalej nie możemy! Bierzemy do ręki naszego kochanego smartfona i po raz tysięczny tego samego dnia scrollujemy tablicę, oglądając te same memy i zdjęcia śmiesznych kotów, co dziesięć minut temu. Chwilę później, dręczeni wyrzutami sumienia, postanawiamy jeszcze raz zabrać się za lekturę... O, nie, właśnie przyszło powiadomienie ze snapa! Znów pogrążamy się w świecie social-mediów, mijają godziny, a my wciąż nie czytamy... W końcu, dręczeni wyrzutami sumienia kładziemy się spać z myślą: "JUTRO NA PEWNO POCZYTAM!". Jak radzić sobie z niechęcią do czytania? Oto moje dziesięć sprawdzonych sposobów!


sobota, 11 listopada 2017

(211) "Paragraf 5" Kristen Simmons

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Kilka lat temu byłam w fazie czytania dystopii. Pochłaniałam kolejne, coraz bardziej ponure, wizje przyszłości i coraz więcej odkrywałam w nich schematów. Antyutopie zaczęły mi już wychodzić bokami, więc niemal całkiem je odstawiłam, redukując ilość takich książek do jednej-dwóch serii na rok oraz klasyków takich jak „Rok 1984” czy „Opowieść podręcznej”.  Ostatnio jednak zatęskniłam nieco za tym gatunkiem i postanowiłam się z nim przeprosić. Młodzieżową dystopię, która stała się moim powrotem do tak kiedyś lubianego gatunku, przeczytałam w ramach book touru.

Po okrutnej wojnie w Stanach Zjednoczonych wprowadzone zostało niezwykle surowe prawo religijne. Moralności i przyzwoitości pilnie strzeże Straż Obyczajowa, a władze wprowadzają kolejne obostrzenia i reguły. To właśnie za sprawą jednego z nich, Paragrafu Piątego, mówiącego o nieślubnych dzieciach, życie siedemnastoletniej Ember i jej matki zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.  Nastolatka trafia do zakładu resocjalizacyjnego, a los drugiej z kobiet jest nieznany. Ember wie jednak, że nie podda się, dopóki nie odnajdzie swojej matki. Pomóc ma jej w tym Chase – dawny przyjaciel, a może nawet coś więcej, który obecnie zdaje się być zagorzałym zwolennikiem systemu.

czwartek, 9 listopada 2017

(210) "Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego" Samir

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Drodzy!
Są takie tematy, od których w mojej opinii nie da się uciec. Można być absolutnym ignorantem, nie interesować się polityką, społeczeństwem, ale o tym się wie. Może to nawet niejako doświadczenie naszego pokolenia? Obecnie jest to według mnie temat wojny w Syrii i coraz większej ekspansji Państwa Islamskiego. Niemal codziennie jesteśmy atakowani informacjami o kolejnych tragediach i dramatach. Równocześnie rośnie wśród nas strach przed OBCYMI – Innymi, uchodźcami, po których nie wiemy czego się spodziewać. Wydawnictwo Insignis postanowiło wyjść naprzeciw oczekiwaniom czytelników i jeszcze bardziej przybliżyć im tę tematykę. Wprowadziło na polski rynek niesamowitą książkę – „Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego” to spisywana na bieżąco relacja z życia w mieście opanowanym przez dżihadystów.

niedziela, 5 listopada 2017

8 książek, które poleciłaby mi moja przyjaciółka

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Jak pewnie zauważyliście, chociażby w podsumowaniu miesiąca, mam coraz mniej czasu na czytanie. Liczba lektur jest przytłaczająca, a to, ile muszę uczyć się mojego ukochanego włoskiego jest jednocześnie cudowne, jak i przerażające. Dlatego czasem, jak i teraz - po prostu nie mam czego recenzować. Nie chciałabym jednak. żeby blog poszedł w zapomnienie i pokrył się warstwą kurzu. Z pomocą przyszła mi Kitty Ailla, proponując, że napisze mi post gościnny, na który dziś serdecznie zapraszam! Kociak postanowił polecić mi osiem książek - sama jestem ciekawa, jakie to. Do każdej dodam też kilka słów od siebie :)

piątek, 3 listopada 2017

DZIADY: Słowiański Tag Książkowy

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Kilka dni temu przez internety przewaliła się coroczna zażarta dyskusja pomiędzy zwolennikami Halloween, a osobami, które uważają je za Święto Szatana. Ja osobiście nie należę do żadnej z grup, to święto mnie po prostu nie przekonuje, zresztą, jestem typem, który w Halloween woli pospać niż iść na imprezę <powiedziała osiemnastolatka>. Ale nieco boli mnie, że w tym całym szale zapominamy o naszym cudownym słowiańskim święcie, jakim były DZIADY! Choć pewnie wszystkim, którzy są już po drugiej klasie szkoły średniej słowo to obrzydło do cna, jednak dziś, idąc za przykładem Wiktorii z bloga Przeczytaj mnie postanowiłam zaprosić Was na tag, który reaktywuje nieco nasze słowiańskie tradycje! Mam nadzieję, że przypadnie on Wam do gustu!


środa, 1 listopada 2017

Podsumowanie października

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani! 
Jak tam żyjecie? Nie zamarzliście na cmenatrzu?  Cieszycie się, że już mamy listopad? Ja przyznam, że sama nie wiem, kiedy minął mi październik, to stało się zdecydowanie zbyt szybko. Był to dla mnie miesiąc niesamowicie męczący - psychicznie, emocjonalnie, naukowo. Zdecydowałam się zrezygnować z olimpiady z polskiego, bo nie wyrabiałam, niemal całe weekendy spędzałam na nauce, moje oceny poleciały tak bardzo w dół, że to aż przykre. Blog zaczyna świecić pustkami, stosik recenzencki wciąż się zwiększa, a polonistka szaleje z lekturami...I jednocześnie dosięgła mnie typowa jesienna chandra... Na szczęście były też pozytywy - między innymi Międzynarodowe Targi Książki, o których opowiem Wam w przyszłym tygodniu. Ale może być tylko lepiej! Na to liczę! 


wtorek, 31 października 2017

(209) "Dance, sing, love. Miłosny układ" Layla Wheldon

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Czas odgrzebać się z egzemplarzy recenzenckich! Przez nadmiar nauki czuję, że nawalam, dlatego teraz większość recenzji na blogu opatrzona będzie podziękowaniami dla wydawnictwa. Dzisiaj opowiem Wam o kolejnym romansie, który przeczytałam dla rozluźnienia i oderwania się od ambitnej literatury. „Dance, sing Love. Miłosny układ” to debiut ukrywającej się pod pseudonimem polskiej autorki, która sławę zdobyła dzięki portalowi Wattpad, a potem została odkryta. Choć zazwyczaj podchodzę sceptycznie do dzieł tam powstałych, po cudownym „Uratuj mnie” postanowiłam dać szansę Layli Wheldon.

Livia Innocenti to młoda tancerka o amerykańsko-włoskich korzeniach. Jej kariera jest u szczytu – dziewczyna pracuje w słynnym zespole. Jednym ze zleceń, do jakiego zostaje zatrudniona jest występ w czasie trasy koncertowej gwiazdy pop – niesamowicie seksownego Jamesa Sheridana. Dziewczyna nie może znieść aroganckiego i nieprzyjemnego piosenkarza, ale jednocześnie coś ją do niego ciągnie. Wspólne picie alkoholu, nocne spacery po europejskich miastach i silne przyciąganie sprawiają, że dziewczyna zakochuje się bez pamięci w Jamesie. Mężczyzna darzy jednak uczuciem inną kobietę – swoją byłą partnerkę.

Ostatnimi czasy mam naprawdę szczęście do romansów. Wiem, że nie są to książki, bo których należy spodziewać się wiele, raczej takie odmóżdżacze, jednak zarówno recenzowany ostatnio „Początek mnie i ciebie”, jak i „Dance, sing, Love. Miłosny układ” mają  w sobie jakieś charakterystyczne cechy, coś, co je wyróżnia i co szczególnie przyadło mi do gustu. Debiut Layli Wheldon, pomimo licznych wad, oczarował mnie kreacją psychologiczną głównej bohaterki. To także ksiązka, która niesamowicie wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać!

Niestety, „Dance, sing, Love” to książka bardzo nierówna. Niemal każdy aspekt powieści ma zarówno zalety, jak i liczne wady. Na pierwszy ogień chciałabym wziąć kreację bohaterów. Jak już wspomniałam, oczarowała mnie postać Livii. Niesamowicie przypadło mi do gustu to, jak autorka pokazywała jej walkę o siebie o to, żeby być szczęśliwą. Przekonało mnie również to, jak zmieniało ją toksyczne uczucie – jak powoli stawała się cieniem samej siebie, jak traciła chęć do życia i pogrążała się w nałogu alkoholowym. Wiedziała, że nie powinna być tak poddana Jamesowi, ale i tak była. Może to okrutne i sadystyczne, ale uważam, że bardzo prawdziwe. Niemniej nie pochwalam jej zachowania w dalszej części książki, kiedy nagle zapomniała o wszystkim złym, co przecierpiała przez Jamesa i ochoczo mu wybaczyła. Absolutnie nie przekonała mnie za to kreacja głównego bohatera. To typ postaci, której nie lubię najbardziej! Nadęty, arogancki, przekonany, że wszystko mu się należy i wszystko mu wolno! Doprawdy nie wiem, co Livia w nim widziała, oprócz tego, że był seksowny, co zostało podkreślone około miliarda razy… Uważam też cały wątek jego „zakochania-nie-zakochania” w tancerce  za strasznie naciągany. Na początku przedstawiony jest jako szaleńczo zakochany w jednej kobiecie, by nagle uświadomić sobie, że kocha tak naprawdę inną – moim zdaniem to wcale tak nie działa, a zmiana uczuć była typowo wattpadowo-opkowa. Pozostali bohaterowie byli moim zdaniem dość papierowi i schematyczni – tak naprawdę każdego dałoby zamknąć się w jednym zdaniu.

Rozczarował mnie także wątek miłosny. Na początku miałam nadzieję na coś naprawdę cudownego i oryginalnego. Lubię wątek niespełnionej, nieszczęśliwej miłości. Podobało mi się to, jak oboje, Livia i James niszczyli się nawzajem – było to ciekawe i inne. Przekonywał mnie układ „to tylko seks”, rozumiałam biedną zakochaną tancerkę i mężczyznę, który po prostu nie umiał jej pokochać. Jedynym, co mnie raziło, był nadmiar scen łóżkowych. Niestety, to, co działo się w drugiej połowie książki, zdecydowanie zniszczyło moje pozytywne wrażenia.  Nie spodobało mi się nagłe zakochanie Jamesa, nie sposobało mi się to, jak Livia zaczęła się upokarzać i w końcu – nie spodobał mi się happy end. Może i to okrutne, ale uważam, że są rzeczy, których nie należy wybaczać, na które nie można pozwolić, a tak toksyczna relacja jak ta łącząca piosenkarza i tancerkę nie mogła stać się podstawą udanego, zdrowego związku.

Kolejną mającą zarówno wady, jak i zalety częścią książki jest styl pisania. Rzeczywiście, pani Wheldon potrafi stworzyć ciekawe opisy i w umiejętny sposób umiała oddać emocje targające Livią – przenikały one czytelniczkę. Z drugiej strony, jej styl był przepełniony wulgaryzmami, który absolutnie nie znoszę oraz aluzjami do seksu – które w zdrowej ilści i na jakimś takim poziomie znoszę, jednak co za dużo, to niezdrowo, a podteksty w „Dance, sing, Love” były na dość niskim poziomie. Dodatkowo, poirytowały mnie błędy we wtrąceniach z włoskiego – ja wiem, że to moja malutka obsesja, jednak naprawdę, użycie Google translate nie jest tak trudne!

Książka pani Wheldon ma zarówno zalety, jak i wady. Z całą pewnością wciągnęła mnie, pozwoliła mi się odprężyć i wywołała we mnie liczne emocje.  Z drugiej strony, ma wady –  nie do końca konsekwentnie prowadzony wątek miłosny, beznadziejnego głównego bohatera oraz dość średni styl pisania. Mimo to, dam Layli Wheldon kolejną szansę i z chęcią zapoznam się z kolejnym tomem przygód Livii i Jamesa.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Edito.

Ocena: 6/10 (dobra)

Książka bierze udział w wyzwaniu:

niedziela, 29 października 2017

(208) "Początek mnie i ciebie" Emery Lord

Brak komentarzy:
Hej. Hej, Kochani!
Nareszcie miałam okazję przeczytać książkę, którą sama wybrałam i która miała służyć li i jedynie przyjemności. Musiałam odpocząć od lektur i poważnych książek, które ostatnim czasem sobie serwowałam, a które, choć wspaniałe,  Nawet nie wyobrażacie sobie, jaką radość mi to sprawiło, tym bardziej, że „Początek mnie i ciebie” nie był takim zwykłym, banalnym romansidłem.

Minął rok, odkąd siedemnastoletnia Paige jest „Dziewczyną, Której Chłopak Zatonął”. Rok, podczas którego nastolatka musiała zmagać się z poczuciem winy, litościwymi spojrzeniami, a także kłopotami rodzinnymi. Na szczęście przez cały okres żałoby Paige mogła liczyć na wsparcie swoich najlepszych przyjaciółek oraz niezastąpionej, choć pogrążającej się w nieuleczalnej chorobie babci. Po roku Paige postanawia rozpocząć nowe życie. Wrócić do życia towarzyskiego, znów chodzić na imprezy i przede wszystkim – pokonać swoje lęki i ograniczenia. Ma także nadzieję na ponowny związek – zwłaszcza, że chłopak, który podobał się jej od zawsze znów jest do wzięcia! Na drodze Paige pojawią się jednak niespodziewane komplikacje, przez które plan, który tak misternie tworzyła, okaże się nie do końca możliwy do zrealizowania. Na szczęście zawsze będzie mogła liczyć na wsparcie najbliższych.

Nie będę Was oszukiwała – „Początek mnie i ciebie” nie jest książką ambitną i zmieniającą życie i światopogląd. To, nie ukrywajmy, romansidło dla nastolatek. Jednak w swoim gatunku jest naprawdę, naprawdę wspaniałe! Mnie osobiście zachwyciło, wzruszyło, rozczuliło. To mądra książka, którą spokojnie podsunęłabym swojej młodszej siostrze, bowiem uczy, na jakich wartościach należy budować swoje życie, pokazuje, jak ważna w życiu człowieka jest nie tylko miłość, lecz również przyjaźń czy rodzina.

Zdecydowanie zaletą powieści jest ciekawie poprowadzony wątek miłosny. Jasne, czytając opis z tyłu okładki można łatwo domyśleć się, w jakim kierunku potoczy, jednakże kreując go, autorka zdecydowanie uciekła od schematów. Mnie niesamowicie spodobało się to, że miłość została ukazana bez opisywania seksu – to naprawdę miła odmiana! Uczucia Paige zostały w sposób wiarygodny, można było wczuć się w jej emocje, razem z nią mieć nadzieję, bać się, kochać, cierpieć i tracić. Podoba mi się to, że miłość pomiędzy głównymi bohaterami nie była przedstawiona w sposób słodkopierdzący, że na ich drodze pojawiały się wiarygodne problemy, a oni zachowywali się w sposób konsekwentny.

Kreacja bohaterów to kolejny pozytywny aspekt książki Emery  Lord. Często w romansach spotykamy się z mało wiarygodnymi dziewczątkami, których największą ambicją jest złapać faceta. Nie używają mózgu, myślą zgoła innym organem, są także w stanie wybaczyć swoim ukochanym niemal wszystko. Paige jest prawdziwa – jest raniona i sama rani, cierpi, boli, ale także zadaje cierpienie. Jest zbudowana bardzo konsekwentnie! Wymyka się schematom – jednocześnie chodzi na imprezy, pije alkohol, kocha i czyta książki. O, właśnie! Dzięki miłości Paige do literatury można ją lepiej zrozumieć. Książka jest przepełniona odniesieniami do różnorakich książek – zarówno popularnych, jak na przykład „Szukając Alaski”, jak i klasycznych – między innymi do Szekspira. Również pozostali bohaterowie wymykają się schematom, są oryginalni i rzeczywiści. Emery Lord naprawdę spisała się na medal!

„Początek mnie i ciebie” idealnie dopasował się do mojego samopoczucia. Może właśnie dlatego wywarł na mnie tak dobre wrażenie? To powieść, która ukazuje dorastanie, zrywanie z przeszłością i gojenie ran. Pomaga uświadomić sobie, że nigdy w życiu nie jest tak źle, że chociaż czasem wydaje mi się, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, zawsze są obok nas osoby, na których możemy polegać. Ukazuje, że wciąż przed każdym jest przyszłość, obojętnie jak bardzo by nie cierpiał.  Właśnie z tego powodu polecałabym tę książkę wszystkim osobom, które mają jakieś problemy, bóle, zranienia – to naprawdę duża dawka miodu na zranione serduszko!

Książka Emery Lord urzekła mnie przepięknym obrazem przyjaźni. Cały czas, czytając, miałam przed oczami mnie i moje najbliższe koleżanki. Przyjaźń, która łączy Paige, Tessę, Morgan i Kayleigh jest naprawdę niesamowita! Dziewczyny wspierają się nawzajem w trudnych sytuacjach, ich relacja nie opiera się jedynie na deklaracjach, lecz na czynach. Pomimo tego, że są całkiem inne i zmagają się z problemami różnego kalibru, mogą na siebie zawsze liczyć. Emery Lord wplotła w swoją książkę przepiękne cytaty o przyjaźni, spójrzcie tylko:

„Kiedy świat się zamyka, zostają tylko dwie kategorie ludzi: najlepsi przyjaciele i cała reszta”
„Jakkolwiek potoczą się sprawy z moim rodzicami, my cztery zawsze będziemy się przyjaźniły, opowiadały sobie historie i popijały latte. Razem będziemy jak cztery ściany dom, wspierające się nawzajem, nawet kiedy wszystko wokół się zatrzęsie.”
„W przyjaźni zawsze jesteśmy dłużnikami. Każdy każdemu jest winny mała przysługę, za małe momenty światła w chaosie.”
„Jeśli masz szczęście, związek – z rodziną, przyjaciółmi, chłopakami – nie ma limitów. Nie ma górnej granicy miłości do siebie. Problemem jest jednak fakt, że nie ma także limitu w tym, jak bardzo możecie się zranić.”

Jestem świadoma tego, że „Początek mnie i ciebie” to książka, która ma swoje wady. Jest jednak moim czytelniczym guilty pleasure, które zauroczyło mnie całkowicie. Jestem pod wrażeniem talentu autorki, która stworzyła niebanalną i poruszającą historię nie tylko o miłości, ale także o tym, jak zaczynać od nowa. Polecam!

Ocena: 8/10
Ksiązka bierze udział w wyzwaniach:






środa, 25 października 2017

Mini Maratonowy Tag Książkowy vol. 3

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Ostatnio na blogu pojawia się dość dużo recenzji - to wina, a raczej zasługa tego, że wzięłam dużo recenzenckich i staram się jakoś z nimi wyrobić. I oczywiście czytam także lektury, moja polonistka chyba czuje oddech zbliżającego się czwartego maja i ciśnie po nas równo. Wkuwam też intensywnie włoski, historię i usiłuję mieć życie. Dziś, dla rozluźnienia w środku tygodnia, chciałabym zaprezentować Wam trzecią odsłonę tagu, który stworzyłyśmy razem z dziewczynami z Mini Maratonów czytelniczych, a także odesłać Was do dwóch pierwszych wersji - tu i tu. Zapraszam!

poniedziałek, 23 października 2017

(207) "Żniwiarz. Pusta noc" Paulina Hendel

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Przytłoczona lekturami i „ambitną literaturą” postanowiłam odpocząć nieco i sięgnąć po coś mniej wymagającego. Jako, iż moja półeczka wprost ugina się pod ciężarem egzemplarzy recenzenckich, postanowiłam przeczytać coś z tej listy. Wybór padł na powieść dla młodzieży „Żniwiarz. Pusta noc” autorstwa Pauliny Hendel. Do tej książki zachęciła mnie intrygująca mitologia słowiańska. Od niedawna ten motyw coraz częściej pojawia się w rodzimej literaturze, ale do tej pory nie natrafiłam na interesujące mnie przedstawienie. Czy „Żniwiarz. Pusta noc” spełnił moje oczekiwania?

Dwudziestoletnia Magda z pozoru wydaje się być kobietą taką jak inni. Mieszka z rodzicami w małym miasteczku, pracuje w rodzinnej księgarni. Tak naprawdę jednak jest pomocnicą swojego wuja – nieśmiertelnego żniwiarza, który ma za zadanie walkę ze słowiańskimi demonami. Niespodziewanie wuj Feliks i Magda, a także inni żniwiarze stają w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Na domiar złego, w Wiatrołomie pojawia się tajemniczy Mateusz, który coraz częściej zajmuje myśli Magdy.

sobota, 21 października 2017

TOP 10 książek, które powinny być lekturami

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Nie da się ukryć, że system edukacyjny dość często przeżywa reformy. Kolejni ministrowie zarzucają się coraz to lepszymi pomysłami na  to, jak powinny się uczyć polskie dzieci. Każda taka reforma wiąże się z nowym kanonem lektur, który niemal zawsze budzi kontrowersje. Dzisiaj postanowiłam zapytać blogerów książkowych o to, jakie książki oni widzieliby w polskiej szkole. Zapraszam!

czwartek, 19 października 2017

Liebster Blog Award po raz 10. i 11.

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z odpowiedzami na dwa LBA do których nominowały mnie Kitty Ailla oraz Niedoskonała. Chwilę musiały one poczekać na moją odpowiedź, za co serdecznie je przepraszam.



wtorek, 17 października 2017

(206) "Iskra życia" Erich Maria Remarque

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Kochani!
Z radością chciałabym Wam oznajmić, że chyba znalazłam kolejnego ulubionego autora. Zachwycona niesamowitym „Na zachodzie bez zmian” postanowiłam wyruszyć do biblioteki i wypożyczyć dużo, dużo więcej Remarque’a, dlatego wkrótce naprawdę zdominuje on mojego bloga. Uważam, że poznanie tego niemieckiego pisarza było dla mnie jednym z najważniejszych literackich wydarzeń. Zauważyłam, że jego dzieła formują mój światopogląd i zostawiają w sobie ślad, nie potrafię przestać o nich myśleć. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o kolejnej pozycji tego niesamowitego autora, która dogłębnie mną wstrząsnęła.

Popełniono przestępstwo w skali światowej, które niemal się powiodło; obalono i prawie rozdeptano przykazania ludzkości; prawo życia zostało oplute, zaćwiczone batem i rozstrzelane kulami; rabunek stał się legalny, morderstwo było zasługą, terror prawem - a teraz nagle, tutaj w tej pełnej napięcia chwili, czterysta ofiar owej samowoli czuło, że wystarczy już tego...że odezwał się głos i wahadło odchyliło się w drugą stronę. Czuli, że uratowane zostaną nie tylko kraje i narody, lecz przykazania samego życia. Było to coś, co miało wiele imion - a jedno, najstarsze i najprostsze, brzmiało: Bóg. A to znaczyło człowiek.

niedziela, 15 października 2017

(205) "Lalka" Bolesław Prus

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Kochani!
Jak z pewnością zauważyliście, na swoim blogu z reguły nie umieszczam recenzji lektur. Powodów jest kilka: lektur mam tyle, że zdominowałyby one książki, które czytam z własnej woli. Poza tym, nie czuję się na tyle obyta literacko, nie mam na tyle wiedzy, żeby mówić o takiej klasyce. Niemniej są takie książki jak „Lalka” Bolesława Prusa, które, oprócz bycia niesamowicie ważnym dla historii i polskiej mentalności dziełem, jest także świetną powieścią obyczajowo-psychologiczną, a ja chciałabym zdjąć z niej odium lektury szkolnej.

Schyłek lat 70. XIX wieku. Do Warszawy przybywa tajemniczy kupiec, uczony i zubożały szlachcic, Stanisław Wokulski. Jego postać, historia i zachowanie wzbudzają sprzeczne emocje wśród warszawskiej szlachty i mieszczaństwa. Mężczyzna ma jednak swój cel: jest szaleńczo zakochany w pochodzącej z zadłużonej rodziny arystokratce – Izabeli Łęckiej. Za pomocą pieniędzy próbuje zdobyć jej serce.  Jednak czy miłość między tak różnymi osobami jest możliwa? Czy w Stanisławie zwycięży romantyczna, czy pozywystyczna mentalność. Dowiecie się tego, czytając tę najsłynniejszą powieść Bolesława Prusa!