wtorek, 12 grudnia 2017

(216) "Mirror, mirror" Cara Delvigne i Rowan Coleman

Brak komentarzy:


Hej, hej, Kochani!
Cara Delevigne to nazwisko, które jest znane każdemu. Modelka, aktorka, piosenkarka jest jedną   z najbardziej rozpoznawalnych postaci na świecie. Jedni ją kochają, inni jej nienawidzą. Mnie samej Cara jest dość obojętna, choć przyznam, że niesamowicie podoba mi się jej uroda.  Jednakże pisanie książek przez cele brytów budzi różnorakie emocje, więc i ja chciałam zobaczyć, czy „Mirror, mirror” to kolejna lektura, która powinna być podpałką, a wydana  została ze względu na nazwisko współautorki. Do literackiego debiutu top modelki  napisanego wraz z uznaną brytyjską pisarką Rowan Coleman podchodziłam z największymi obawami – na szczęście nie sprawdziły się one! Miałam ogromną przyjemność poznać bardzo dobrą, wciągającą i mądrą powieść młodzieżową!

Kilka miesięcy wcześniej czwórka przyjaciół - Leo, Rose, Red i Naomi założyła zespół.Dla każdego z nich wspólne tworzenie muzyki stało się odskocznią od problemów domowych, szkolnych, psychicznych. Pomiędzy tymi kompletnie różnymi nastolatkami nawiązuję się przyjaźń. Sytuacja ulega jednak diametralnej odmianie, gdy jedna z paczki, Naomi, znika bez śladu. Młodzi ludzie usiłują zrekonstruować, co się z nią działo, dlaczego postanowiła uciec. Czy zrobiła to z własnej woli? A może ktoś ją skrzywdził? Zniknięcie Naomi to nie jedyny problem, z którym musza zmierzyć się młodzi muzycy. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na ogromną próbę, a oni sam  będą musieli zadać sobie pytania o własną tożsamość.

niedziela, 10 grudnia 2017

(215) "Droga powrotna" Erich Maria Remarque

Brak komentarzy:


Witajcie moi Kochani!
Moje serce zostało bezpowrotnie zdobyte przez kolejnego pisarza. Bez wahania już teraz mogę nazwać go jednym z odkryć roku, autorem, z którego twórczością chcę się jeszcze bliżej zapoznać, którego mam w planach przeczytać wszystkie książki. Po zakończonej lekturze „Drogi powrotnej” już wiem, że warto. Po raz trzeci przekonałam się, że Erich Maria Remarque to pisarz, którego chce się czytać i którego warto czytać. Jego książki, choć niełatwe, wymagające emocjonalnego zaangażowania, dostarczają czytelnikowi czegoś więcej, niż rozrywki – materiału do refleksji, przeżyć intelektualnych. Umożliwiają także zmianę spojrzenia na świat. I właśnie taką trudną, lecz i wdzięczną leturą jest z pewnością „Droga powrotna”!

Listopad 1918 roku. Państwo niemieckie podpisuje akt kapitulacji. Młodzi żołnierze, którzy dorośli w okopach, którzy z uczniów stali się wojakami i mordercami, musza powrócić do swojej przedwojennej rzeczywistości – do szkół, do rodzinnych miejscowości, do rodziców, widzących w nich wciąż ukochane dzieci. I choć myśl o powrocie dodawała im siły w najgorszych walkach, okazuje się, że nic nie jest już takie jak wcześniej. Kraj pogrążony jest w chaosie, kolejni dawni znajomi są martwi, a świat zdaje się nie rozumieć tragedii straconego pokolenia. Co gorsze, wojna nieodwracalnie zmienia także bohaterów „Drogi powrotnej” – Ernsta, Ludwiga,  Ferdinanda i ich przyjaciół, którzy już nigdy nie będę umieli zyć w czasach pokoju.

środa, 6 grudnia 2017

Christmas Book Maraton - TBR

Brak komentarzy:
Hej, hej Kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z lekkim, luźnym, Mikołajowym postem. Chciałabym zaprosić Was do udziału w maratonie, który po raz trzeci już organizuje Suomi oraz Kitty Ailla oraz zaprezentować Wam mój stosik.To już trzecia edycja, w której biorę udział i trzecia, którą na 99% zawalę <to już taka tradycja>. Ale trzeba przynajmniej próbować, prawda? 

niedziela, 3 grudnia 2017

Dwudziestkowy tag Kitty Ailli

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Pora na wygrzebywanie się z tagowych zaległości! Dzisiaj postanowiłam wziąć na warsztat Tag zrobiony przez moją ukochaną przyjaciółkę, z okazji jej dwudziestych urodzin. Może dlatego, że dopiero dziś dostanie ode mnie prezent... A więc, planowanie imprezy urodzinowej czas zacząć!

piątek, 1 grudnia 2017

Podsumowanie listopada

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Nareszcie! Zakończył się najgorszy miesiąc tego roku. Niesamowicie męczący i przygnębiający, w którym nie zrealizowałam moich planów w żadnym aspekcie. A jego jedynym pozytywem jest niespodziewane, ale i króciutkie spotkanie z KittyAillą! Było cudownie! Dla niej warto jechać osiem godzin pociągiem tylko po to, by spędzić kilka godzin razem. A co poza tym? - szkoła, szkoła, szkoła... Próbne matury, które jednocześnie pocieszały (historia bardzo przyjemna) i załamały (co to było na matematyce). Na ponad tydzień utraciłam laptopa, co poskutkowało zamarciem ruchu na blogu. No i niestety, także jakieś jesienne chandry i smuteczki... ALE, ALE! Zaczyna się grudzień, święta, zima - już będzie tylko lepiej!


sobota, 25 listopada 2017

(214) "Miasto świętych i złodziei" Natalie C. Anderson

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Nareszcie choć nieco wykopuję się z moich recenzenckich zaległości! Choć stosik, zamiast maleć, wciąż rośnie – to przerażające! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, o której nie wiedziałam, co myśleć. Na dobrą sprawę, nie przypuszczałam nawet, co to może być za gatunek. Do jej lektury zachęcił mnie tytuł i to, że akcja rozgrywa się w Afryce – a niewiele jest DOBRYCH powieści dziejących się na tym kontynencie. Niestety, niezbyt zachęcały mnie porównania do „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” oraz „ Dziewczyny z pociągu” – zazwyczaj te frazy są bardzo na wyrost i niepotrzebnie zaostrzają apetyt czytelnika. Postanowiłam jednak zaufać mojej intuicji, która mówiła, że „Miasto świętych i złodziei" może być cudowną lekturą. I bardzo dobrze wybrałam!

Po śmierci matki, która została zamordowana w niewyjaśnionych okolicznościach, szesnastoletnia Tina żyje tylko pragnieniem zemsty. Aby znaleźć protekcję i wsparcie, dołącza do miejskiego gangu. Chce skompromitować, a następnie zabić potężnego i bogatego białego mężczyznę – dawnego kochanka mamy, którego obwinia o jej morderstwo. Kiedy młodociana złodziejka jest już o krok od zrealizowania swego celu, na jaw wychodzą nowe okoliczności, odwracające całą sytuację. Tina będzie musiała opuścić bezpieczną Kenię i udać się do rodzinnego Kongo, by tam odnaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania. Jednak gang nie pozwoli jej zapomnieć, że już wybrała i zobowiązana jest być mu wierna.

„Miasto świętych i złodziei” to powieść, która mnie zachwyciła. Choć czytałam ją dość długo ze względu na nadmiar obowiązków, to bardzo mnie wciągnęła i nadal zaprząta moje myśli. Natalie C. Anderson stworzyła coś niesamowitego – połączenie książki dla młodzieży z książką dla każdego, niesamowitą kombinację wartkiego kryminału,  mądrej obyczajówki oraz poruszającej historii dziejącej się w miejscu, od którego łatwiej odwrócić wzrok! Rzadko zdarzają się aż tak udane debiuty!

Na pewno główną zaletą powieści są jej bohaterowie. Nieczęsto debiutantom udaje się tworzyć na tyle dobre charaktery, postaci przekonujące w stu procentach. Protagonistka, Tina, to niezwykle rozsądna i silna dziewczyna. Sama, bez niczyjej pomocy, żyje w nieprzyjemnym miejscu, jakim jest Sangua. Troszczy się o młodsza siostrę, dla której zrobiłaby niemal wszystko. A z drugiej strony, jest ona zagubiona, zraniona i sama nie do końca rozumie własne emocje. Jest postacią żywą, dynamiczną, dorastającą na oczach czytelnika. Nie da się jej nie podziwiać, nie współczując jej jednocześnie. Kolejną, równie dobrze wykreowaną postacią, jest przyjaciel Tiny z dzieciństwa – Michael. To bogaty, biały chłopak, który musi zmierzyć się z realiami życia innego, niż to, do którego przywykł. On również jest zagubiony pomiędzy tym, co myślał o swej rodzinie, a tym, jaka jest prawda. Usiłuje na nowo zbudować obraz swoich rodziców, a także pomóc złodziejce w zrozumieniu jej przeszłości. Z taką dwójką bohaterów głównych ta powieść musiała być udana!

Kolejną zaletą debiutu Natalie C. Anderson genialne rozplanowanie akcji. Od tej powieści wprost nie da się oderwać, wciąga niesamowicie. Autorka wymyśliła genialną intrygę, która oddziałuje na czytelnika. Odbiorca sam zaczyna wymyślać własne, najbardziej prawdopodobne rozwiązania zagadki śmierci Anju. Kolejnym zabiegiem, którego użyła debiutująca pisarka, jest ciągłe podsuwanie nowych tropów oraz nowych okoliczności oraz zwroty akcji, które mrożą krew w żyłach. Natalie C. Anderson również bardzo umiejętnie opisała momenty przerażające, największą kumulację akcji. Ja sama drżałam, martwiłam się i bałam o to, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, których zdążyłam pokochać, a którzy znaleźli się w sytuacji niemal bez wyjścia.

Pisarka w sposób przekonujący i poruszający opisała sytuację w Kongo i Kenii. To pierwsze państwo jest miejscem, o którym właściwie nic nie wiemy. Natalie C. Anderson opisała je jako prawdziwe piekło na ziemi. Umiejętnie opisała poczucie wiecznego strachu, jakie towarzyszy Kongijczykom, zamęt, wojnę, w której niewiadomo ani o co chodzi, ani kto stoi po czyjej stronie. Spotykamy się z sylwetkami ludzi, którym zniszczono całe życie, którzy nie umieją się podnieść pod tragedii, jakiej poprzez wojnę doznali. Idealnym opisem sytuacji w Kongo niech będą słowa księdza, bohatera „Miasta złodziei i świętych”: „Bóg zapomniał o tym miejscu”.

Kolejną zaletą debiutu Natalie C. Anderson jest styl. Przez powieść się płynie. Napisana jest w narracji pierwszoosobowej, przez co na świat patrzymy oczami Tiny. Uważam to za dobre rozwiązanie, bowiem możemy dobrze poznać jej uczucia, jej wątpliwości, jej domysły na temat przeszłości. Dzięki temu zabiegowi książka jest bardzo angażująca emocjonalnie. Jeśli chodzi o język, uważam, że książka jest dobra dla młodszego czytelnika – nie znajdziecie tam przekleństw, drobiazgowo opisanych scen erotycznych czy wulgaryzmów. Pani Anderson, a może tłumacz, pani Marta Najman, pięknie posługują się eufemizmami, tworząc zapadające w pamięć metafory!


Podsumowując, „Miasto świętych i złodziei" to naprawdę dobra powieść! Łączy w sobie wartki kryminał oraz opowieść z przesłaniem. Porusza, wciąga, daje do myślenia. Takie książki warto czytać!

Ocena: 8/10


czwartek, 23 listopada 2017

(213) "Until November" Aurora Rose Reynolds

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Są takie książki, które są naszymi grzeszkami. Książki, które czytamy, kiedy ewidentnie jesteśmy zmęczeni, kiedy nie chce nam się nic, kiedy mamy dość ambitnej litearuty. Chowamy je przed okiem ciekawskich, na pytanie: „Co teraz czytasz” odpowiadamy w stylu: „ yyy... eee… no w sumie to nic takiego”. Jednak mimo wszystko jesteśmy zadowoleni z takiej lektury, bo odpręża nas ona i daje wytchnienie. Jedną z książek, które miałam tak potraktować jest Until November – pierwsza wydana w Polsce powieść Aurory Rose Reynolds.

Po tajemniczym wypadku November wyprowadza się od toksycznej matki i przenosi się do nieznanego jej ojca, do Tennessee. W nowym miejscu ma w planach rozpocząć nowe życie – tym razem otoczona ludźmi, którzy ją kochają. Rozpoczyna pracę w klubie należącym do jej ojca i już wkrótce poznaje niezwykle przystojnego Ashera – znajomość ta odmieni całkowicie jej życie. Pomiędzy młodymi wybuchnie bowiem ogromna namiętność, której nic nie jest w stanie powstrzymać. Jednak na drodze do szczęścia November staną niewyjaśnione sprawy z przeszłości…

wtorek, 21 listopada 2017

9 książek, o których powinno być głośniej

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Kochani!
Ostatnio naszła mni refleksja, że nie chce mi się szukać książek na własną rękę. Opieram się głównie na poleceniach blogerów, już nawet do biblioteki chodzę tylko po to, by odebrać zamówienie, a nie, by prowadzić własnego poszukiwania. A na blogach, sami wiecie jak jest - powtarzają się te same tytuły, bo nowość, bo bestseller, bo klasyka, bo egzemplarz recenznencki. Dlatego dzisiaj, zainspirowana wpisem, który pojawił się na blogu Suomi postanowiłam opowiedzieć Wam o dziesięciu powieściach, o których mało się słyszy, a które mnie zachwyciły. Mam nadzieję, że ktoś z Was skusi się na lekturę choć jednej z nich!

środa, 15 listopada 2017

(212) "Większość bezwzględna" Remigiusz Mróz

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Od momentu, w którym zakończyłam lekturę „Wotum nieufności” wiedziałam, że muszę jak najszybciej poznać dalsze losy Darii Seydy i Patryka Hauera. Dlatego byłam przeszczęśliwa, kiedy na Targach Książki mogłam PRZEDPREMIEROWO <chyba wiecie, co to oznacza dla psychofana> zakupić „Większość bezwzględną”. Mimo to, myślałam, że odleży ona swoje na półce, a ja, zmęczona nauką i nawałem egzemplarzy recenzenckich, sięgnę po nią najwcześniej na święta. Jednak obrzydliwy i zatrważający spoiler, jaki zaserwował mi kolega i siedmiogodzinna podróż do Warszawy sprawiły, że jeszcze przed premierą mogłam przekonać się,  jak bardzo Remigiusz Mróz będzie torturował swoich czytelników. I, jak śpiewała Edith Piaf,  je ne regrette rien.

UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ POSTU ZAWIERA SPOILERY DO „WOTUM NIEUFNOŚCI!”

poniedziałek, 13 listopada 2017

10 sposobów na brak chęci do czytania [ZOBACZ JAK]

Brak komentarzy:
Hej, hej Kochani!
Listopad to dla większości  z nas trudny okres. Pogoda na zewnątrz nie rozpieszcza, niemal wciąż pada, strasznie wcześnie robi się ciemno.. Dodajmy do tego zwiększającą się liczbę obowiązków w pracy, szkole czy na studiach. Po prostu odechciewa się żyć! Jedyną nadzieją może być perspektywa zanurzenia się z kubkiem herbaty i książką pod ciepłym kocykiem. Udało się! Obowiązki odłożyliśmy na bok, wybraliśmy kolejną z wciąż zwiększającego się stosu powieści "muszę-przeczytać-właściwie-na-wczoraj", czytamy pierwszą stronę, drugą stronę... I dalej nie możemy! Bierzemy do ręki naszego kochanego smartfona i po raz tysięczny tego samego dnia scrollujemy tablicę, oglądając te same memy i zdjęcia śmiesznych kotów, co dziesięć minut temu. Chwilę później, dręczeni wyrzutami sumienia, postanawiamy jeszcze raz zabrać się za lekturę... O, nie, właśnie przyszło powiadomienie ze snapa! Znów pogrążamy się w świecie social-mediów, mijają godziny, a my wciąż nie czytamy... W końcu, dręczeni wyrzutami sumienia kładziemy się spać z myślą: "JUTRO NA PEWNO POCZYTAM!". Jak radzić sobie z niechęcią do czytania? Oto moje dziesięć sprawdzonych sposobów!


sobota, 11 listopada 2017

(211) "Paragraf 5" Kristen Simmons

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Kilka lat temu byłam w fazie czytania dystopii. Pochłaniałam kolejne, coraz bardziej ponure, wizje przyszłości i coraz więcej odkrywałam w nich schematów. Antyutopie zaczęły mi już wychodzić bokami, więc niemal całkiem je odstawiłam, redukując ilość takich książek do jednej-dwóch serii na rok oraz klasyków takich jak „Rok 1984” czy „Opowieść podręcznej”.  Ostatnio jednak zatęskniłam nieco za tym gatunkiem i postanowiłam się z nim przeprosić. Młodzieżową dystopię, która stała się moim powrotem do tak kiedyś lubianego gatunku, przeczytałam w ramach book touru.

Po okrutnej wojnie w Stanach Zjednoczonych wprowadzone zostało niezwykle surowe prawo religijne. Moralności i przyzwoitości pilnie strzeże Straż Obyczajowa, a władze wprowadzają kolejne obostrzenia i reguły. To właśnie za sprawą jednego z nich, Paragrafu Piątego, mówiącego o nieślubnych dzieciach, życie siedemnastoletniej Ember i jej matki zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.  Nastolatka trafia do zakładu resocjalizacyjnego, a los drugiej z kobiet jest nieznany. Ember wie jednak, że nie podda się, dopóki nie odnajdzie swojej matki. Pomóc ma jej w tym Chase – dawny przyjaciel, a może nawet coś więcej, który obecnie zdaje się być zagorzałym zwolennikiem systemu.

czwartek, 9 listopada 2017

(210) "Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego" Samir

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Drodzy!
Są takie tematy, od których w mojej opinii nie da się uciec. Można być absolutnym ignorantem, nie interesować się polityką, społeczeństwem, ale o tym się wie. Może to nawet niejako doświadczenie naszego pokolenia? Obecnie jest to według mnie temat wojny w Syrii i coraz większej ekspansji Państwa Islamskiego. Niemal codziennie jesteśmy atakowani informacjami o kolejnych tragediach i dramatach. Równocześnie rośnie wśród nas strach przed OBCYMI – Innymi, uchodźcami, po których nie wiemy czego się spodziewać. Wydawnictwo Insignis postanowiło wyjść naprzeciw oczekiwaniom czytelników i jeszcze bardziej przybliżyć im tę tematykę. Wprowadziło na polski rynek niesamowitą książkę – „Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego” to spisywana na bieżąco relacja z życia w mieście opanowanym przez dżihadystów.

niedziela, 5 listopada 2017

8 książek, które poleciłaby mi moja przyjaciółka

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Jak pewnie zauważyliście, chociażby w podsumowaniu miesiąca, mam coraz mniej czasu na czytanie. Liczba lektur jest przytłaczająca, a to, ile muszę uczyć się mojego ukochanego włoskiego jest jednocześnie cudowne, jak i przerażające. Dlatego czasem, jak i teraz - po prostu nie mam czego recenzować. Nie chciałabym jednak. żeby blog poszedł w zapomnienie i pokrył się warstwą kurzu. Z pomocą przyszła mi Kitty Ailla, proponując, że napisze mi post gościnny, na który dziś serdecznie zapraszam! Kociak postanowił polecić mi osiem książek - sama jestem ciekawa, jakie to. Do każdej dodam też kilka słów od siebie :)

piątek, 3 listopada 2017

DZIADY: Słowiański Tag Książkowy

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Kilka dni temu przez internety przewaliła się coroczna zażarta dyskusja pomiędzy zwolennikami Halloween, a osobami, które uważają je za Święto Szatana. Ja osobiście nie należę do żadnej z grup, to święto mnie po prostu nie przekonuje, zresztą, jestem typem, który w Halloween woli pospać niż iść na imprezę <powiedziała osiemnastolatka>. Ale nieco boli mnie, że w tym całym szale zapominamy o naszym cudownym słowiańskim święcie, jakim były DZIADY! Choć pewnie wszystkim, którzy są już po drugiej klasie szkoły średniej słowo to obrzydło do cna, jednak dziś, idąc za przykładem Wiktorii z bloga Przeczytaj mnie postanowiłam zaprosić Was na tag, który reaktywuje nieco nasze słowiańskie tradycje! Mam nadzieję, że przypadnie on Wam do gustu!


środa, 1 listopada 2017

Podsumowanie października

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani! 
Jak tam żyjecie? Nie zamarzliście na cmenatrzu?  Cieszycie się, że już mamy listopad? Ja przyznam, że sama nie wiem, kiedy minął mi październik, to stało się zdecydowanie zbyt szybko. Był to dla mnie miesiąc niesamowicie męczący - psychicznie, emocjonalnie, naukowo. Zdecydowałam się zrezygnować z olimpiady z polskiego, bo nie wyrabiałam, niemal całe weekendy spędzałam na nauce, moje oceny poleciały tak bardzo w dół, że to aż przykre. Blog zaczyna świecić pustkami, stosik recenzencki wciąż się zwiększa, a polonistka szaleje z lekturami...I jednocześnie dosięgła mnie typowa jesienna chandra... Na szczęście były też pozytywy - między innymi Międzynarodowe Targi Książki, o których opowiem Wam w przyszłym tygodniu. Ale może być tylko lepiej! Na to liczę! 


wtorek, 31 października 2017

(209) "Dance, sing, love. Miłosny układ" Layla Wheldon

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Czas odgrzebać się z egzemplarzy recenzenckich! Przez nadmiar nauki czuję, że nawalam, dlatego teraz większość recenzji na blogu opatrzona będzie podziękowaniami dla wydawnictwa. Dzisiaj opowiem Wam o kolejnym romansie, który przeczytałam dla rozluźnienia i oderwania się od ambitnej literatury. „Dance, sing Love. Miłosny układ” to debiut ukrywającej się pod pseudonimem polskiej autorki, która sławę zdobyła dzięki portalowi Wattpad, a potem została odkryta. Choć zazwyczaj podchodzę sceptycznie do dzieł tam powstałych, po cudownym „Uratuj mnie” postanowiłam dać szansę Layli Wheldon.

Livia Innocenti to młoda tancerka o amerykańsko-włoskich korzeniach. Jej kariera jest u szczytu – dziewczyna pracuje w słynnym zespole. Jednym ze zleceń, do jakiego zostaje zatrudniona jest występ w czasie trasy koncertowej gwiazdy pop – niesamowicie seksownego Jamesa Sheridana. Dziewczyna nie może znieść aroganckiego i nieprzyjemnego piosenkarza, ale jednocześnie coś ją do niego ciągnie. Wspólne picie alkoholu, nocne spacery po europejskich miastach i silne przyciąganie sprawiają, że dziewczyna zakochuje się bez pamięci w Jamesie. Mężczyzna darzy jednak uczuciem inną kobietę – swoją byłą partnerkę.

Ostatnimi czasy mam naprawdę szczęście do romansów. Wiem, że nie są to książki, bo których należy spodziewać się wiele, raczej takie odmóżdżacze, jednak zarówno recenzowany ostatnio „Początek mnie i ciebie”, jak i „Dance, sing, Love. Miłosny układ” mają  w sobie jakieś charakterystyczne cechy, coś, co je wyróżnia i co szczególnie przyadło mi do gustu. Debiut Layli Wheldon, pomimo licznych wad, oczarował mnie kreacją psychologiczną głównej bohaterki. To także ksiązka, która niesamowicie wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać!

Niestety, „Dance, sing, Love” to książka bardzo nierówna. Niemal każdy aspekt powieści ma zarówno zalety, jak i liczne wady. Na pierwszy ogień chciałabym wziąć kreację bohaterów. Jak już wspomniałam, oczarowała mnie postać Livii. Niesamowicie przypadło mi do gustu to, jak autorka pokazywała jej walkę o siebie o to, żeby być szczęśliwą. Przekonało mnie również to, jak zmieniało ją toksyczne uczucie – jak powoli stawała się cieniem samej siebie, jak traciła chęć do życia i pogrążała się w nałogu alkoholowym. Wiedziała, że nie powinna być tak poddana Jamesowi, ale i tak była. Może to okrutne i sadystyczne, ale uważam, że bardzo prawdziwe. Niemniej nie pochwalam jej zachowania w dalszej części książki, kiedy nagle zapomniała o wszystkim złym, co przecierpiała przez Jamesa i ochoczo mu wybaczyła. Absolutnie nie przekonała mnie za to kreacja głównego bohatera. To typ postaci, której nie lubię najbardziej! Nadęty, arogancki, przekonany, że wszystko mu się należy i wszystko mu wolno! Doprawdy nie wiem, co Livia w nim widziała, oprócz tego, że był seksowny, co zostało podkreślone około miliarda razy… Uważam też cały wątek jego „zakochania-nie-zakochania” w tancerce  za strasznie naciągany. Na początku przedstawiony jest jako szaleńczo zakochany w jednej kobiecie, by nagle uświadomić sobie, że kocha tak naprawdę inną – moim zdaniem to wcale tak nie działa, a zmiana uczuć była typowo wattpadowo-opkowa. Pozostali bohaterowie byli moim zdaniem dość papierowi i schematyczni – tak naprawdę każdego dałoby zamknąć się w jednym zdaniu.

Rozczarował mnie także wątek miłosny. Na początku miałam nadzieję na coś naprawdę cudownego i oryginalnego. Lubię wątek niespełnionej, nieszczęśliwej miłości. Podobało mi się to, jak oboje, Livia i James niszczyli się nawzajem – było to ciekawe i inne. Przekonywał mnie układ „to tylko seks”, rozumiałam biedną zakochaną tancerkę i mężczyznę, który po prostu nie umiał jej pokochać. Jedynym, co mnie raziło, był nadmiar scen łóżkowych. Niestety, to, co działo się w drugiej połowie książki, zdecydowanie zniszczyło moje pozytywne wrażenia.  Nie spodobało mi się nagłe zakochanie Jamesa, nie sposobało mi się to, jak Livia zaczęła się upokarzać i w końcu – nie spodobał mi się happy end. Może i to okrutne, ale uważam, że są rzeczy, których nie należy wybaczać, na które nie można pozwolić, a tak toksyczna relacja jak ta łącząca piosenkarza i tancerkę nie mogła stać się podstawą udanego, zdrowego związku.

Kolejną mającą zarówno wady, jak i zalety częścią książki jest styl pisania. Rzeczywiście, pani Wheldon potrafi stworzyć ciekawe opisy i w umiejętny sposób umiała oddać emocje targające Livią – przenikały one czytelniczkę. Z drugiej strony, jej styl był przepełniony wulgaryzmami, który absolutnie nie znoszę oraz aluzjami do seksu – które w zdrowej ilści i na jakimś takim poziomie znoszę, jednak co za dużo, to niezdrowo, a podteksty w „Dance, sing, Love” były na dość niskim poziomie. Dodatkowo, poirytowały mnie błędy we wtrąceniach z włoskiego – ja wiem, że to moja malutka obsesja, jednak naprawdę, użycie Google translate nie jest tak trudne!

Książka pani Wheldon ma zarówno zalety, jak i wady. Z całą pewnością wciągnęła mnie, pozwoliła mi się odprężyć i wywołała we mnie liczne emocje.  Z drugiej strony, ma wady –  nie do końca konsekwentnie prowadzony wątek miłosny, beznadziejnego głównego bohatera oraz dość średni styl pisania. Mimo to, dam Layli Wheldon kolejną szansę i z chęcią zapoznam się z kolejnym tomem przygód Livii i Jamesa.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Edito.

Ocena: 6/10 (dobra)

Książka bierze udział w wyzwaniu:

niedziela, 29 października 2017

(208) "Początek mnie i ciebie" Emery Lord

Brak komentarzy:
Hej. Hej, Kochani!
Nareszcie miałam okazję przeczytać książkę, którą sama wybrałam i która miała służyć li i jedynie przyjemności. Musiałam odpocząć od lektur i poważnych książek, które ostatnim czasem sobie serwowałam, a które, choć wspaniałe,  Nawet nie wyobrażacie sobie, jaką radość mi to sprawiło, tym bardziej, że „Początek mnie i ciebie” nie był takim zwykłym, banalnym romansidłem.

Minął rok, odkąd siedemnastoletnia Paige jest „Dziewczyną, Której Chłopak Zatonął”. Rok, podczas którego nastolatka musiała zmagać się z poczuciem winy, litościwymi spojrzeniami, a także kłopotami rodzinnymi. Na szczęście przez cały okres żałoby Paige mogła liczyć na wsparcie swoich najlepszych przyjaciółek oraz niezastąpionej, choć pogrążającej się w nieuleczalnej chorobie babci. Po roku Paige postanawia rozpocząć nowe życie. Wrócić do życia towarzyskiego, znów chodzić na imprezy i przede wszystkim – pokonać swoje lęki i ograniczenia. Ma także nadzieję na ponowny związek – zwłaszcza, że chłopak, który podobał się jej od zawsze znów jest do wzięcia! Na drodze Paige pojawią się jednak niespodziewane komplikacje, przez które plan, który tak misternie tworzyła, okaże się nie do końca możliwy do zrealizowania. Na szczęście zawsze będzie mogła liczyć na wsparcie najbliższych.

Nie będę Was oszukiwała – „Początek mnie i ciebie” nie jest książką ambitną i zmieniającą życie i światopogląd. To, nie ukrywajmy, romansidło dla nastolatek. Jednak w swoim gatunku jest naprawdę, naprawdę wspaniałe! Mnie osobiście zachwyciło, wzruszyło, rozczuliło. To mądra książka, którą spokojnie podsunęłabym swojej młodszej siostrze, bowiem uczy, na jakich wartościach należy budować swoje życie, pokazuje, jak ważna w życiu człowieka jest nie tylko miłość, lecz również przyjaźń czy rodzina.

Zdecydowanie zaletą powieści jest ciekawie poprowadzony wątek miłosny. Jasne, czytając opis z tyłu okładki można łatwo domyśleć się, w jakim kierunku potoczy, jednakże kreując go, autorka zdecydowanie uciekła od schematów. Mnie niesamowicie spodobało się to, że miłość została ukazana bez opisywania seksu – to naprawdę miła odmiana! Uczucia Paige zostały w sposób wiarygodny, można było wczuć się w jej emocje, razem z nią mieć nadzieję, bać się, kochać, cierpieć i tracić. Podoba mi się to, że miłość pomiędzy głównymi bohaterami nie była przedstawiona w sposób słodkopierdzący, że na ich drodze pojawiały się wiarygodne problemy, a oni zachowywali się w sposób konsekwentny.

Kreacja bohaterów to kolejny pozytywny aspekt książki Emery  Lord. Często w romansach spotykamy się z mało wiarygodnymi dziewczątkami, których największą ambicją jest złapać faceta. Nie używają mózgu, myślą zgoła innym organem, są także w stanie wybaczyć swoim ukochanym niemal wszystko. Paige jest prawdziwa – jest raniona i sama rani, cierpi, boli, ale także zadaje cierpienie. Jest zbudowana bardzo konsekwentnie! Wymyka się schematom – jednocześnie chodzi na imprezy, pije alkohol, kocha i czyta książki. O, właśnie! Dzięki miłości Paige do literatury można ją lepiej zrozumieć. Książka jest przepełniona odniesieniami do różnorakich książek – zarówno popularnych, jak na przykład „Szukając Alaski”, jak i klasycznych – między innymi do Szekspira. Również pozostali bohaterowie wymykają się schematom, są oryginalni i rzeczywiści. Emery Lord naprawdę spisała się na medal!

„Początek mnie i ciebie” idealnie dopasował się do mojego samopoczucia. Może właśnie dlatego wywarł na mnie tak dobre wrażenie? To powieść, która ukazuje dorastanie, zrywanie z przeszłością i gojenie ran. Pomaga uświadomić sobie, że nigdy w życiu nie jest tak źle, że chociaż czasem wydaje mi się, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, zawsze są obok nas osoby, na których możemy polegać. Ukazuje, że wciąż przed każdym jest przyszłość, obojętnie jak bardzo by nie cierpiał.  Właśnie z tego powodu polecałabym tę książkę wszystkim osobom, które mają jakieś problemy, bóle, zranienia – to naprawdę duża dawka miodu na zranione serduszko!

Książka Emery Lord urzekła mnie przepięknym obrazem przyjaźni. Cały czas, czytając, miałam przed oczami mnie i moje najbliższe koleżanki. Przyjaźń, która łączy Paige, Tessę, Morgan i Kayleigh jest naprawdę niesamowita! Dziewczyny wspierają się nawzajem w trudnych sytuacjach, ich relacja nie opiera się jedynie na deklaracjach, lecz na czynach. Pomimo tego, że są całkiem inne i zmagają się z problemami różnego kalibru, mogą na siebie zawsze liczyć. Emery Lord wplotła w swoją książkę przepiękne cytaty o przyjaźni, spójrzcie tylko:

„Kiedy świat się zamyka, zostają tylko dwie kategorie ludzi: najlepsi przyjaciele i cała reszta”
„Jakkolwiek potoczą się sprawy z moim rodzicami, my cztery zawsze będziemy się przyjaźniły, opowiadały sobie historie i popijały latte. Razem będziemy jak cztery ściany dom, wspierające się nawzajem, nawet kiedy wszystko wokół się zatrzęsie.”
„W przyjaźni zawsze jesteśmy dłużnikami. Każdy każdemu jest winny mała przysługę, za małe momenty światła w chaosie.”
„Jeśli masz szczęście, związek – z rodziną, przyjaciółmi, chłopakami – nie ma limitów. Nie ma górnej granicy miłości do siebie. Problemem jest jednak fakt, że nie ma także limitu w tym, jak bardzo możecie się zranić.”

Jestem świadoma tego, że „Początek mnie i ciebie” to książka, która ma swoje wady. Jest jednak moim czytelniczym guilty pleasure, które zauroczyło mnie całkowicie. Jestem pod wrażeniem talentu autorki, która stworzyła niebanalną i poruszającą historię nie tylko o miłości, ale także o tym, jak zaczynać od nowa. Polecam!

Ocena: 8/10
Ksiązka bierze udział w wyzwaniach:






środa, 25 października 2017

Mini Maratonowy Tag Książkowy vol. 3

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Ostatnio na blogu pojawia się dość dużo recenzji - to wina, a raczej zasługa tego, że wzięłam dużo recenzenckich i staram się jakoś z nimi wyrobić. I oczywiście czytam także lektury, moja polonistka chyba czuje oddech zbliżającego się czwartego maja i ciśnie po nas równo. Wkuwam też intensywnie włoski, historię i usiłuję mieć życie. Dziś, dla rozluźnienia w środku tygodnia, chciałabym zaprezentować Wam trzecią odsłonę tagu, który stworzyłyśmy razem z dziewczynami z Mini Maratonów czytelniczych, a także odesłać Was do dwóch pierwszych wersji - tu i tu. Zapraszam!

poniedziałek, 23 października 2017

(207) "Żniwiarz. Pusta noc" Paulina Hendel

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Przytłoczona lekturami i „ambitną literaturą” postanowiłam odpocząć nieco i sięgnąć po coś mniej wymagającego. Jako, iż moja półeczka wprost ugina się pod ciężarem egzemplarzy recenzenckich, postanowiłam przeczytać coś z tej listy. Wybór padł na powieść dla młodzieży „Żniwiarz. Pusta noc” autorstwa Pauliny Hendel. Do tej książki zachęciła mnie intrygująca mitologia słowiańska. Od niedawna ten motyw coraz częściej pojawia się w rodzimej literaturze, ale do tej pory nie natrafiłam na interesujące mnie przedstawienie. Czy „Żniwiarz. Pusta noc” spełnił moje oczekiwania?

Dwudziestoletnia Magda z pozoru wydaje się być kobietą taką jak inni. Mieszka z rodzicami w małym miasteczku, pracuje w rodzinnej księgarni. Tak naprawdę jednak jest pomocnicą swojego wuja – nieśmiertelnego żniwiarza, który ma za zadanie walkę ze słowiańskimi demonami. Niespodziewanie wuj Feliks i Magda, a także inni żniwiarze stają w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Na domiar złego, w Wiatrołomie pojawia się tajemniczy Mateusz, który coraz częściej zajmuje myśli Magdy.

sobota, 21 października 2017

TOP 10 książek, które powinny być lekturami

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Nie da się ukryć, że system edukacyjny dość często przeżywa reformy. Kolejni ministrowie zarzucają się coraz to lepszymi pomysłami na  to, jak powinny się uczyć polskie dzieci. Każda taka reforma wiąże się z nowym kanonem lektur, który niemal zawsze budzi kontrowersje. Dzisiaj postanowiłam zapytać blogerów książkowych o to, jakie książki oni widzieliby w polskiej szkole. Zapraszam!

czwartek, 19 października 2017

Liebster Blog Award po raz 10. i 11.

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z odpowiedzami na dwa LBA do których nominowały mnie Kitty Ailla oraz Niedoskonała. Chwilę musiały one poczekać na moją odpowiedź, za co serdecznie je przepraszam.



wtorek, 17 października 2017

(206) "Iskra życia" Erich Maria Remarque

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Kochani!
Z radością chciałabym Wam oznajmić, że chyba znalazłam kolejnego ulubionego autora. Zachwycona niesamowitym „Na zachodzie bez zmian” postanowiłam wyruszyć do biblioteki i wypożyczyć dużo, dużo więcej Remarque’a, dlatego wkrótce naprawdę zdominuje on mojego bloga. Uważam, że poznanie tego niemieckiego pisarza było dla mnie jednym z najważniejszych literackich wydarzeń. Zauważyłam, że jego dzieła formują mój światopogląd i zostawiają w sobie ślad, nie potrafię przestać o nich myśleć. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o kolejnej pozycji tego niesamowitego autora, która dogłębnie mną wstrząsnęła.

Popełniono przestępstwo w skali światowej, które niemal się powiodło; obalono i prawie rozdeptano przykazania ludzkości; prawo życia zostało oplute, zaćwiczone batem i rozstrzelane kulami; rabunek stał się legalny, morderstwo było zasługą, terror prawem - a teraz nagle, tutaj w tej pełnej napięcia chwili, czterysta ofiar owej samowoli czuło, że wystarczy już tego...że odezwał się głos i wahadło odchyliło się w drugą stronę. Czuli, że uratowane zostaną nie tylko kraje i narody, lecz przykazania samego życia. Było to coś, co miało wiele imion - a jedno, najstarsze i najprostsze, brzmiało: Bóg. A to znaczyło człowiek.

niedziela, 15 października 2017

(205) "Lalka" Bolesław Prus

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Kochani!
Jak z pewnością zauważyliście, na swoim blogu z reguły nie umieszczam recenzji lektur. Powodów jest kilka: lektur mam tyle, że zdominowałyby one książki, które czytam z własnej woli. Poza tym, nie czuję się na tyle obyta literacko, nie mam na tyle wiedzy, żeby mówić o takiej klasyce. Niemniej są takie książki jak „Lalka” Bolesława Prusa, które, oprócz bycia niesamowicie ważnym dla historii i polskiej mentalności dziełem, jest także świetną powieścią obyczajowo-psychologiczną, a ja chciałabym zdjąć z niej odium lektury szkolnej.

Schyłek lat 70. XIX wieku. Do Warszawy przybywa tajemniczy kupiec, uczony i zubożały szlachcic, Stanisław Wokulski. Jego postać, historia i zachowanie wzbudzają sprzeczne emocje wśród warszawskiej szlachty i mieszczaństwa. Mężczyzna ma jednak swój cel: jest szaleńczo zakochany w pochodzącej z zadłużonej rodziny arystokratce – Izabeli Łęckiej. Za pomocą pieniędzy próbuje zdobyć jej serce.  Jednak czy miłość między tak różnymi osobami jest możliwa? Czy w Stanisławie zwycięży romantyczna, czy pozywystyczna mentalność. Dowiecie się tego, czytając tę najsłynniejszą powieść Bolesława Prusa!

piątek, 13 października 2017

(204) "Rdza" Jakub Małecki

Brak komentarzy:
Witajcie, moi Kochani!
Rok temu miała okazję poznać prozę wschodzącej gwiazdy polskiej literatury – Jakuba Małeckiego. „Dygot” oraz „Ślady” absolutnie oczarowały mnie swoim klimatem, niezwykłością, pięknem opisywanej rzeczywistości oraz melancholią, wypływającym na nastrój każdego czytelnika. Dlatego niezwykle ucieszyłam się, gdy w moje ręce trafił egzemplarz „Rdzy”. Podświadomie czułam, że czeka mnie niesamowita, niezapomniana lektury.

Kilkuletni Szymek po wielkiej tragedii, podczas której Bozia zabrała mu mamę i tatę, trafia pod opiekę babci Tosi, mieszkającej w Chojnach. To właśnie w tej małej wielkopolskiej wsi chłopiec będzie przeżywał piękne i gorsze chwile, pozna znaczenie słów takich jak „przyjaźń”, „miłość”, „nienawiść” czy „ból”. Na jego losy będą wpływać nieustannie losy Tośki – małej dziewczynki wyrwanej przez Niemców z rodzinnego domu, rodzinnej wsi, której losy zdeterminowała nieszczęśliwa miłość do Niewidzialnego Człowieka. „Rdza” Jakuba Małeckiego to opowieść o zwykłych ludziach, uwikłanych w swoje małe namiętności, małe problemy, małe miłości, na których życie bezustannie wpływa Wielka Historia.

Po przeczytaniu trzech książek Jakuba Małeckiego jestem już przekonana, że ten autor na zawsze zostanie jedną z moich literackich miłości. O ile „Dygot” zachwycił mnie swoją nowatorskością, o tyle po lekturze „Śladów” oraz „Rdzy” wiem już, czego mogę spodziewać się po lekturze powieści spod pióra młodego Polaka. Za każdy razem otrzymuję piękną, choć wcale niewyidealizowaną opowieść o ludziach, o ich bólu, o ich strachu i ograniczeniach. Powieści Jakuba Małeckiego są zawsze przepełnione niezwykłym, dogłębnym, ujmującym smutkiem, który czytelnika boli, sprawia dyskomfort, a jednocześnie uzależnia i sprawia, że ten ma ochotę na więcej, więcej, więcej.

„Rdza” to w mojej opinii przede wszystkim historia o stracie. Bohaterowie tracą wiele – rodziców, dom, palce, głos, zdrowie psychiczne, miłość, zrozumienie.  Za każdym razem muszą zacząć od nowa – stawiać małe kroczki ku innemu życiu. Książka Jakuba Małeckiego jednocześnie daje nadzieję w to, że człowiek jest w stanie podźwignąć się z najgorszego upadku i odbierają ją, wskazując, że niektóre problemy tak głęboko w nas wrosły, iż w każdej chwili mogą ponownie nas zaatakować.

W „Rdzy”, tak jak w poprzednich dwóch powieściach, które miałam ogromną przyjemność przeczytać, autor zabiera nas na polską prowincję, tym razem w okolice, w których sam się wychował. Po raz kolejny pokazuje nam Polskę B z jej problemami i wadami. To zdecydowanie nie jest już „wieś spokojna, wieś wesoła”. Czytelnik może dojrzeć alkoholizm mieszkańców Chojen, ich poczucie beznadziei, brak perspektyw. Jakub Małecki opisuje nam wieś na przełomie kilkudziesięciu lat – stosuje zabieg narracji „z lotu ptaka”, obrazując niemal całe życie Tośki oraz Szymka. To właśnie ich losy, a nie wielka historia okazują się w książce najważniejsze – wojna, przemiany społeczne – to wszystko jest tylko tłem, pretekstem, by ukazać zmiany zachodzące w człowieku. Myślę, że takie zestawienie przedstawicieli dwóch pokoleń pozwoliło polskiemu pisarzowi przedstawić tezę i obronić tezę, że wszystkimi ludźmi rządzą tak naprawdę podobne uczucia, problemy, namiętności.

„Rdza” to także powieść, która zachwyca konstrukcją bohaterów. Jakub Małecki z całą pewnością ma ogromną wiedzę psychologiczną, bowiem jego bohaterowie są wykreowani niezwykle realistycznie. Ten pisarz nigdy nie ubrawia, nie idealizuje, nie heroizuje. Pokazuje zwykłych, pospolitych ludzi, przez chwilę stawiając ich w centrum uwagi. Każe zwrócić uwagę na to, że każdy, kogo mijamy na ulicy ma jakieś swoje historie, swoje traumy, swoje zranienia. Postaci Małeckiego są niezwykle konsekwentnie prowadzone, widać, jak zmieniają się na oczach czytelnika, który potrafi wyobrazić sobie, jakie bodźce z ich przeszłości ukształtowały ich w takim, a nie inny sposób.

Jestem absolutnie zakochana w stylu pisania Jakuba Małeckiego. Kiedyś nazwałam go mistrzem w opisywaniu piękna niepięknej rzeczywistości i zdecydowanie podtrzymuję tę opinię! Polski autor opisuje codzienność, zwykłe życie szarych ludzi w taki sposób, że staje się ona intrygującą i ciekawą.  Styl  jego książek przypomina leniwe gawędy, opowieści toczone przez starszych ludzi. To powieść powolna, wymagająca skupienia, rozkoszowania się nią.


Z całą pewnością „Rdza” nie jest powieścią łatwą. Niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny, w ogromnym stopniu wpływa na samopoczucie czytelnika. Wymaga pełnego zaangażowania w przedstawianą przez siebie historię. Z drugiej strony, jest przepiękną, mądrą opowieścią o stracie, smutku, poszukiwaniu własnej tożsamości. Jak dla mnie – idealna na jesienne noce, kiedy nie można spać, więc poszukuje się sensu życia. Polecam serdecznie!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

Ocena: 9/10 (wybitna)

Książka bierze udział w wyzwaniu:

środa, 11 października 2017

Jestem hejterem book tag

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Dzisiaj postanowiłam przyjść do Was z tagiem, który swego czasu podbił polską blogosferę. Jako, że czasem każdy lubi sobie ponarzekać, dziś będę opowiadać o złych książkach - książkach, które mnie zirytowały, doprowadziły do białej gorączki, wymęczyły okrutnie.  Idealny tag dla literackiej masochistki takiej jak ja!

poniedziałek, 9 października 2017

(203) "Księżna Diana. Miłość, zdrada, samotność" Iwona Kienzler

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Dwa dni temu na blogu pojawiła się recenzja książki Iwony Kienzler, opowiadającej o losach królowych z dynastii Jagiellonów. Zaraz po zakończeniu czytania tej pozycji postanowiłam iść za ciosem i sięgnąc po kolejną książkę tej autorki. Padło na biografię księżny Diany Spencer – kobiety, która, mimo iż odeszła z tego świata już ponad dwadzieścia lat temu, wciąż rozbudza wyobraźnię tłumów. Kim była naprawdę – nieszczęśliwą, niekochaną kobietą przez całe życie zmagającą się z ogromnymi wymaganiami i kompleksem niższości czy może wyrachowaną heterą, która nie wahała się kłamać i rozbijać małżeństwa. Na to pytanie odpowiedź stara się odnaleźć w pierwszej polskiej biografii Królowej Ludzkich Serc Iwona Kienzler.

sobota, 7 października 2017

(202) "Jagiellonowie. Miłosne sekrety wielkiej dynastii" Iwona Kienzler

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
W tym roku podjęłam naprawdę szaloną decyzję, jaką jest zdawanie na maturze historii. Nadal nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale teraz czas wziąć się za naukę! Oprócz czytania standardowych podręczników i repetytoriów, chcę zgłębiać swoją wiedzę także poprzez czytanie książek popularno-naukowych. Jedną z pozycji, jaka ostatnio wpadła w moje łapki, była książka dość znanej pisarki historycznej, Iwony Kienzler – „Jagiellonowie. Miłosne sekrety dynastii”.

Okres panowania Władysława Jagiełły oraz jego potomków uważany jest za najlepszy w historii naszej ojczyzny. Połączona unią z Litwą Rzeczpospolita rosła w siłę, a dynastia Jagiellonów zaczęła rozdawać karty w europejskiej polityce, obejmując nie tylko tron polsko-litewski. Iwona Kienzler prezentuje okres „złotego wieku Rzeczypospolitej” z perspektywy kobiet, które zostały polskimi królowymi lub zdobyły serca władców z tej dynastii.

wtorek, 3 października 2017

(201) "Trzecia" Magda Stachula - BOOK TOUR

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
W zeszłym roku polskim rynkiem książkowym zatrząsnął debiut Magdy Stachuli – thriller psychologiczny pod tytułem „Idealna”. Wiele słyszałam o tej książce, bardzo chciałam ją przeczytać, jednak do tej pory wciąż nie miałam okazji. Dlatego bardzo ucieszyłam się, gdy miałam okazję poznać podobno jeszcze lepszą „Trzecią” tej samej autorki.

niedziela, 1 października 2017

Podsumowanie września

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Pierwszy miesiąc szkoły już za mną! Nareszcie! Jeszcze tylko siedem i będę miała spokój :) Wrzesień minął mi niezwykle szybko, był miesiącem szaleńczej nauki, czytania dużej ilości lektur i nadrabiania zaległości recenzenckich i bookturowych. To także czas imprez, bowiem wiele z moich koleżanek kończyło osiemnaście lat. Powiem Wam, że pomimo tego okropnego nadmiaru nauki, wydaje mi się, że to będzie najlepszy rok szkolny w moim życiu. Mam naprawdę świetne relacje w klasie i nie chcę tego kończyć :( Mam nadzieję, że kolejne miesiące pod względem towarzyskim będą równie udane!



piątek, 29 września 2017

TOP 10 - Najlepsze książki o II wojnie światowej

Brak komentarzy:
Witajcie, moi Kochani!
Jak widzicie, przez nadmiar nauki mam coraz mniej czasu na czytanie. Co za tym idzie, na blogu pojawia się mniej recenzji, a więcej postów okołoksiążkowych. Dzisiaj zapraszam Was na zestawienie dziesięciu najlepszych moim zdaniem powieści i książek fabularyznowanych opowiadających o II wojnie światowej. Mam nadzieję, że ten ranking pomoże Wam w wybraniu dobrej lektury!


środa, 27 września 2017

(200) "Na zachodzie bez zmian" Erich Maria Remarque

Brak komentarzy:
Witajcie, Moi Kochani!
Po raz kolejny stoję przed zadaniem, którego nie cierpię. Przeczytałam Książkę, taką wiecie, z wielkiej litery. Jedną z najpiękniejszych, najlepszych w moim życiu.  I czas, by Wam o niej opowiedzieć, a ja jestem aż tak zachwycona, że naprawdę, ciężko mi znaleźć jakiekolwiek słowa. Zadania nie ułatwia mi także fakt, iż jutrzejszy dzień w całości chcę poświęcę na analizowanie tej powieści na Olimpiadę Literatury i Języka Polskiego, co lekko mnie przeraża. Ale spróbujmy! Mam nadzieję, że uda mi się  choć trochę przekazać mój zachwyt nad debiutancką, a jednocześnie chyba najsłynniejszą powieścią Ericha Marii Remarque’a.

Rok 1916. Prosto ze szkolnej ławy na front zachodni pierwszej wojny światowej trafia grupa niemieckich przyjaciół, których do zaciągnięcia się do armii namówił będący ich autorytetem nauczyciel. Młodzi żołnierzy muszą porzucić swoje marzenia, porzucić swój indywidualizm i stać się częścią brutalnej wojennej machiny.  Oparta na wspomnieniach Ericha Marii Remarque’a książka w sposób niezwykle realistyczny sposób opisuje frontową rzeczywistość – tę część wojny, o której się nie mówi, którą łatwiej pominąć milczeniem, bo wcale nie jest piękna ani patetyczna.  Rozprawia się ze znanym od starożytności cytatem: „Dulce et decorum est pro patria mori” i pokazuje, jak pięknie jest żyć w czasach pokoju.

poniedziałek, 25 września 2017

(199) "Dark elements. Ognisty pocałunek" Jennifer L. Armentrout

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Nie myślałam, że zbliżająca się matura aż tak mnie pochłonie. A może to nie ona, tylko szaleni nauczyciele, którzy teraz przypomnieli sobie, jak bardzo jesteśmy w tyle. Dlatego, żeby oderwać się od szkolnych obowiązków będę częściej sięgała po książki lekkie i niezobowiązujące, które pomogą mi się odprężyć po ciężkich dniach w szkole. Jedną z takich książek jest „Ognisty pocałunek” autorstwa Jennifer L. Armentrout, znanej przede wszystkim jako autorka wzbudzającego mieszane odczucia „Obsydianu”.

W świecie pełnym gargulców - strażników oraz budzących grozę demonów Layla jest ewenementem. Jej matka należała bowiem do istot piekielnych, a jej ojciec do ich przeciwników. Skutkiem tego siedemnastolatka posiada demoniczne moce – jej pocałunek może odbierać duszę. Wychowuje się w rodzinie gargulców, w której do jej zadań należy pomoc w polowaniu na demony. Potajemnie kocha się w jednym ze strażników, Zaynie, jednak wie, że z powodu jej pochodzenia oraz jego konsekwencji nigdy nie będą mogli być razem. Jej życie zmienia się diametralnie, kiedy poznaje demona piekielnie seksownego demona Rotha. Dzięki niemu Layla poznaje prawdę o swoich rodzicach, która zmusza ją do tego, by przemyślała swoje życie.

sobota, 23 września 2017

(198) "Dziwna i taki jeden" Meagan Brothers

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Na polskim rynku pojawia się wiele pozycji młodzieżowych. Wśród nich zdecydowanie zbyt często natrafić można na pozycje wtórne, opierające się na schematach. Na szczęście istnieją także książki mądre, przekazujące osobom  nastoletnim prawdy, które są szczególnie ważne w naszym wieku. Do takich lektur z pewnością należy nowość od wydawnictwa YA! – „Dziwna i taki jeden”, przedstawiająca historię dwóch przyjaciół, którzy w wieku siedemnastu lat muszą zmierzyć się z pytaniami o własną tożsamość, nie tylko seksualną.

Rory i Lula to przyjaciele od dawna. Łączy ich odmienność od swoich rówieśników oraz trudna sytuacja rodzinna – chłopak mieszka z uzależnioną od alkoholu matką, a dziewczyna została porzucona przez rodziców i wychowana przez dziadków. Rory i Lula to także zapaleni fani serialu „Z archiwum X”. Relacja łącząca dwójkę tych przyjaciół przeżywa kryzys, kiedy Lula odkrywa związek swojego przyjaciela z jego szefem, a także uświadamia sobie, że czuje do chłopaka coś więcej. Aby zrozumieć lepiej samą siebie, a także zaakceptować swoje emocje i uczucia, dziewczyna wyrusza w podróż w poszukiwaniu swojej matki – wyprawa ta na zawsze odmieni jej życie, a także życie bliskich jej osób.

czwartek, 21 września 2017

(197) "Bez słów" Mia Sheridan

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Dzisiaj chciałabym zaprosić Was na ostatnią recenzję książki, którą przeczytałam w ramach Wakacyjnego wyczytywania – nareszcie, chciałoby się powiedzieć! Pod samiutki koniec wakacji postanowiłam sięgnąć po kolejny romans z nurtu Young adult, który wśród polskich czytelniczek zebrał niemal same pozytywne opinie. Zachwycona przeczytanym wcześniej przegenialnym „Art & soul” ochoczo zabrałam się za lekturę. Niestety, spotkało mnie sromotne rozczarowanie, a „Bez słów” z pewnością mogę zaliczyć do jednych z większych klap tego roku i kolejnych książek, których fenomenu absolutnie nie rozumiem. Dlatego przepraszam wszystkie fanki Mii Sheridan, ale w tej recenzji będę rzucać mięsem, więc może lepiej odpuścicie sobie jej czytanie.

Po traumatycznych doświadczeniach związanych ze śmiercią jej ojca Bree postanawia przeprowadzić się do cichego miasteczka, by tam odnaleźć spokój duszy. Wkrótce poznaje miejscowego wyrzutka, niemowę Archera. Dziewczyna nie przejmuje się ani niepełnosprawnością, ani opinią chłopaka i postanawia bliżej go poznać. Wkrótce między dwojgiem zranionych i cierpiących młodych ludzi wybucha gorące uczucie, które być może pozwoli im zapomnieć o traumie przeszłych zdarzeń.

wtorek, 19 września 2017

(196) "Ta nasza młodość" Kazimierz Kunicki, Tomasz Ławecki

Brak komentarzy:
Hej, hej, Kochani!
Od czasu do czasu staram się sięgać po literaturę inną – historyczną, naukową. Obracam się w środowisku ludzi, którzy kochają historię, zwłaszcza dwudziestowieczną i mają o niej ogromną wiedzę. Dlatego, by móc utrzymać poziom naszych rozmów, staram się przeczytać raz na jakiś czas opracowanie historyczne. Z tego powodu bardzo ucieszyłam się, gdy wydawnictwo Bellona zaproponowało mi zrecenzowanie swojej nowości –książki „Ta nasza młodość”, opowiadająca o dorastaniu w epoce Polski Ludowej.

Polska Rzeczpospolita Ludowa to państwo, które dzisiaj budzi u Polaków wiele różnorodnych emocji. Z jednej strony zdajemy sobie sprawę ze zbrodniczości tego systemu, wiemy, jak bardzo ograniczał życie naszych rodaków, z drugiej jednak starsze pokolenie wspomina te czasy z melancholią – przecież wtedy byli młodzi i przeżywali swoje najpiękniejsze lata. Książka Tomasza Ławeckiego oraz Kazimierza Kunickiego pokazuje właśnie taki obraz ludowej ojczyzny – widzianej oczami ludzi młodych.