niedziela, 30 lipca 2017

(180) "Akademia wampirów. W mocy ducha" Richelle Mead

Hej, hej, Kochani!
Moja historia z „Akademią wampirów” Richelle Mead jest dość osobliwa. Serię tę zaczęłam już dwa lata temu i choć zakochałam się w niej już od pierwszego tomu, to poznawanie kolejnych książek z cyklu idzie mi dość opornie. A jednak, za każdym razem historia Rose, Lissy, Dymitra i Adriana wzbudza we mnie szereg emocji. To zdecydowanie saga, której warto dać szansę, bo z tomu na tom staje się coraz lepsza!

UWAGA! DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI ZAWIERA SPOILERY DO TOMÓW I, II, III, IV!

Po powrocie ze straceńczej wyprawy na Syberię, Rose próbuje ułożyć swoje życie na nowo. Wiąże się z zakochanym w niej do szaleństwa Adrianem Iwaszkowem, a także zdaje egzaminy końcowe. Już jako pełnoprawna strażniczka stawia się na dworze królowej Tatiany. Jednak kiedy pojawia się szansa, by przemienić jej ukochanego Dymitra z powrotem w dampira, Rose nie waha się ani chwili. W końcu dla miłości może poświęcić wszystko.

Zawsze z niecierpliwością czekam na moment, w którym sięgnę po kolejny tom przygód Rose Hathaway i jej bliskich. „Akademia wampirów” to seria, w której zakochałam się już dwa lata temu i wciąż ją uwielbiam. Z tomu na tom jest coraz bardziej zachwycona tym, co potrafi wymyślić Richelle Mead. „W mocy ducha” to kolejna powieść, która mnie wciągnęła i która zafundowała mi prawdziwe emocjonalne tornado.

„Akademia wampirów” to cykl, który jedynie z pozoru wydaje się być zwykłym, przeznaczonym dla pustych nastolatek paranormal romance. Od początku doceniałam to, że Richelle Mead w swojej twórczości potrafi przedstawić dylematy, które dotyczą większości młodych ludzi. Pod pozorem beztroskiej (do czasu) historyjki miłosnej opowiada o najtrudniejszych decyzjach i doświadczeniach, które kształtują psychikę. Tym razem musimy się zmierzyć z pytaniami, czy można kochać tylko jedną osobę, czy ważniejsze jest być posłusznym władzy czy przyzwoitym oraz jak zaplanować swoją przyszłość, kiedy nie wie, czy jutro nadal będzie się bezpiecznym.

„W mocy ducha” po raz kolejny wywołała u mnie falę różnych uczuć. Od radości, poprzez strach, aż do łez wzruszenia i smutku. Dzięki pierwszoosobowej narracji każde wydarzenia przeżywamy razem z Rose i możemy współdzielić jej emocje. Pisarka nie oszczędza swojej bohaterki, fundując jej prawdziwe uczuciowe zawirowania i narażając ją na kryzysowe sytuacje.

Piąty tom „Akademii wampirów” trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich stron. Powieść pełna jest zwrotów akcji, które trudno przewidzieć. Jak zwykle, punkt kulminacyjny przypada na sam środek powieści, ponownie łamiąc serce nawet najtwardszych czytelników. Natomiast zakończenie, jak zwykłe u pani Mead absolutnie zaskakuje i nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Pikanterii temu tomowi dodaje pogłębiający się konflikt pomiędzy morojami – zwolennikami walk a morojami, którzy całą odpowiedzialność za ochronę przed strzygami chcieliby złożyć na barki dampirów. Mead ukazała w swojej książce polityczne przepychanki, dworskie intrygi, a także władzę, która nie boi się sięgnąć po niemoralne rozwiązania, by tylko osiągnąć swój cel.

Totalnie urzekają mnie przedstawione w powieści wątki miłosne! Naprawdę, będąc na miejscu Rose nie widziałabym, którego z cudownych mężczyzn wybrać. Pisarka poruszająco opisała wierną, graniczącą z obsesją miłość do osoby, którą kiedyś się utraciło, ale, o której nadal nie może się zapomnieć oraz nowe, po prostu uszczęśliwiające uczucie. W książce pojawia się wiele pięknych, poruszających scen, które wiele mówią o istocie miłości.

W „W mocy ducha” pojawiają się bohaterowie znani już z poprzednich tomów – Rose, Adriana, Lissę, Christiana, Dymitra, królową Tatianę. Nie są to jednak te same osoby, które poznaliśmy kilka tomów wcześniej. Traumatyczne doświadczenia zmieniły ich wszystkich. Szczególnie widać to na przykładzie Rose, która z przebojowej, pewnej siebie, rozrywkowej dziewczyny przemieniła się w zdeterminowaną, kochającą, gotową do poświęceń kobietę, nękaną wciąż okrutną przeszłością. Metamorfoza nie ominęła także jej najlepszej przyjaciółki, Lissy Dragomir. Nie jest już ona bierną, czekającą na ratunek księżniczką. Chce sama stanąć do walki ze strzygami i móc w końcu decydować o swoim losie. Rozdzierająca serce jest przemiana Adriana oraz Dymitra. Pierwszy z nich,  wcześniej beztroski arystokrata, z miłości do Rose spoważniał i teraz gotów jest znieść wszelkie trudności, byleby tylko z nią być (ach, mój mąż!). A o tym, co stało się z Dymitrem, lepiej sami przeczytajcie już w książce.

W piątym tomie „Akademii wampirów” nieco irytował mnie wątek Christiana i Lissy. Pomimo że Richelle Mead usiłowała wprowadzić pomiędzy nich wrogość, ja już od początku wiedziałam, że ich historia musi zakończyć się happy Endem. Sceny pomiędzy tą dwójką były nieco schematyczne, a także, w mojej opinii całkowicie zbędne – mogłoby być więcej z Adrianem na przykład. A jeśli już o księciu Iwaszkowie mowa, tak bardzo irytowało mnie to, jak był traktowany przez Rose. Bolało mnie jej niezdecydowanie i niekonsekwencja. Dziwię się, że młody arystokrata jeszcze z nią nie zerwał!


„W mocy ducha” to kolejna cudowna, przejmująca powieść Richelle Mead. Często zdarza się, że następne tomy nie utrzymują poziomu swoich poprzedniczek, jednak w przypadku „Akademii wampirów” ta zasada się nie sprawdza. Piąta część może nieco ustępuje w intensywności zdarzeń i emocjonalności takim cudeńkom, jak „Pocałunek cienia” czy „Przysięga krwi”, jednak wciąż jest niesamowicie wciągającą i angażującą pozycją. Już się nie mogę doczekać, aż sięgnę po „Ostatnie poświęcenie”, choć, z drugiej strony, będzie to koniec mojej przygody z uczniami Akademii św. Władimira.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Książka bierze udział w wyzwaniach:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz